Polski Przemysł Obronny

Tomasz Badowski, Lepiej razem czy osobno? Polski Przemysł Obronny po 2012

W przyszłym roku zakończy się przyjęta w sierpniu 2007 roku rządowa Strategia konsolidacji i wspierania polskiego przemysłu obronnego w latach 2007 – 2012. Jest to okazja do podsumowania się jej dotychczasowym efektom oraz zainicjowania dyskusji na temat kondycji naszego zaplecza przemysłowo– obronnego i jego miejsca na światowym rynku uzbrojenia. Również na tle ostatnich protestów przedstawicieli niektórych Wojskowych Zakładów Remontowo – Produkcyjnych przeciwko planom konsolidacji tej branży w Polsce.

Najbardziej widocznym efektem wprowadzenia rządowej strategii w życie jest konsolidacja, jaka dokonała się w największej grupie przemysłu obronnego w Polsce, czyli w Grupie Bumar. Po pierwszym okresie restrukturyzacji branży, jaki nastąpił w efekcie skoncentrowania zakładów ppo w dwóch grupach przemysłowych (pancerno– amunicyjnej wokół Bumaru oraz lotniczo– radioelektronicznej wokół Agencji Rozwoju Przemysłu), nastąpiła jej druga faza, której efektem jest reorganizacja struktury Grupy Bumar oraz powstanie w jej ramach poszczególnych dywizji produktowych, skupiających zakłady o zbliżonym profilu produkcji. Służyć to ma ograniczeniu wewnętrznej konkurencji oraz przede wszystkim lepszemu wykorzystaniu środków na prace badawczo– rozwojowe (B+R) nad nowymi wyrobami i rozwiązaniami technologicznymi.

Odmienna sytuacja miała miejsce w spółkach skupionych wokół Agencji Rozwoju Przemysłu, które to zostały sprzedane koncernom zagranicznym (PZL Mielec, PZL Świdnik) lub doprowadzone do upadłości (Stocznia Marynarki Wojennej).

Na koniec 2011 roku sytuacja polskiego zaplecza przemysłowo-obronnego kształtuje się więc następująco: z jednej strony mamy zalążek silnego polskiego holdingu w postaci Bumaru, z drugiej – kilka samodzielnych przedsiębiorstw produkujących na potrzeby Sił Zbrojnych i działających niezależnie. Do tej drugiej grupy, oprócz kilku prywatnych przedsiębiorstw radzących sobie całkiem dobrze również na rynkach zagranicznych, takich jak np. ożarowska spółka WB Electronics, należą również Wojskowe Przedsiębiorstwa Remontowo – Produkcyjne (WPRP), których egzystencję zapewniają w głównej mierze zamówienia Ministerstwa Obrony Narodowej na remonty i modernizację jeszcze post radzieckiego uzbrojenia.

Według założeń wspomnianej już rządowej Strategii konsolidacji polskiego przemysłu obronnego miały one zostać włączone do narodowego koncernu obronnego tworzonego wokół Bumaru. Projekt ten spotkał się jednak z dużym niezadowoleniem głównie wśród przedstawicieli Wojskowych Przedsiębiorstw Produkcyjno-Remontowych. Spowodowało to wstrzymanie dalszego procesu konsolidacji polskiego przemysłu obronnego.

Czy na pewno jest tak kolorowo i dobrze?

Przeciwnicy połączenia polskich zakładów produkujących na potrzeby wojska wokół Grupy Bumar, podają wiele argumentów, które na pierwszy rzut oka, dla osób nie zaznajomionych ze specyfiką branży zbrojeniowej, mogą brzmieć całkiem racjonalnie i przekonywująco. Należą do nich np.: dobre wyniki finansowe,  jakie te zakłady osiągają poza Grupą Bumar, chaos organizacyjny w samym Bumarze oraz obawa o miejsca pracy.

Jednym z koronnych argumentów przytaczanych przez przewodniczących związków zawodowych wojskowych zakładów, szczególnie zaangażowanych w ten sprzeciw, są dobre wyniki finansowe osiągane przez te zakłady, w przeciwieństwie do słabych wyników, w tym wyników eksportowych Bumaru. Po głębszej analizie okazuje się, że wyniki finansowe tych zakładów bazują w ponad 95% jedynie na zamówieniach z Ministerstwa Obrony Narodowej, które będąc jednocześnie ich właścicielem, zamawia w nich remonty sprzętu pamiętającego jeszcze czasy radzieckie.  Można więc przypuszczać, że w sytuacji, w której MON nagle przestaje zamawiać modernizacje i remonty coraz bardziej przestarzałego sprzętu (ile razy można modernizować i naprawiać stary samochód?) ich przychody drastycznie by spadły. Większość kontraktów, jakie są obecnie zawierane na świecie, w tym także przez nasz MON, na nowy sprzęt, obejmuje również jego całościowy serwis. Są to tak zwane umowy na pełen cykl życia produktu – od jego wyprodukowania, poprzez bieżący serwis i ewentualne modernizacje, aż do jego utylizacji po zakończeniu służby i wymiany na nową generację uzbrojenia. W tej sytuacji zakłady, które miały rację bytu w czasach zimnej wojny i planowanej ofensywy na Zachód, a ich głównym zadaniem było uzupełniać na bieżąco straty w sprzęcie, teraz tracą powoli na znaczeniu. Utrzymanie zdolności technicznej do działań sprzętu będącego na wyposażeniu Wojska Polskiego w obecnych czasach jest domeną jego producenta, a nie zaplecza remontowego użytkownika. Wynika to z bardzo prostej przyczyny, jaką jest zaawansowanie technologiczne współczesnego uzbrojenia. Żaden z producentów nie przekaże zewnętrznym firmom kluczowych technologii tylko po to, aby mogły one dokonywać bieżących napraw i remontów.

Na jakiej podstawie producent przyszłościowych platform uzbrojenia dla polskiego wojska miałby przekazać wojskowym zakładom niezbędne technologie do ich ewentualnej naprawy, skoro może sam to zrobić w swoich zakładach i przy okazji na tym zarobić? Niemcy przekazując Polsce Leopardy za symboliczne 1 Euro, zastrzegły sobie w umowie, że wszelkie przeglądy techniczne i serwis będzie odbywał się w niemieckich zakładach.

Drugim argumentem przeciwko tworzeniu jednego narodowego holdingu obronnego jest fatalna kondycja finansowa i organizacyjna Bumaru, jako lidera polskiego przemysłu obronnego. Procesy, które obecnie dokonują się w Grupie Bumar, są bezpośrednim odzwierciedleniem procesów, jakie zachodnie firmy zbrojeniowe przechodziły pod koniec lat 80-tych i w latach 90-tych ubiegłego wieku. Procesy te doprowadziły do powstania takich gigantów na światowym rynku uzbrojenia jak EADS, Finmecannica czy brytyjski BAE Systems. Przy tak głębokiej restrukturyzacji, nowa struktura organizacyjna potrzebuje czasu, aby móc zacząć w pełni i efektywnie funkcjonować oraz przynosić zyski. Nie można obiektywnie oceniać skuteczności przeprowadzanych zmian w momencie, kiedy cały proces nie został zakończony i nie było możliwości sprawdzenia efektów jego wprowadzenia. Obiektywnej oceny procesów konsolidacji i restrukturyzacji, jakie zachodzą obecnie w Bumarze, będzie się można podjąć dopiero po ich całkowitym zakończeniu.

Trzecim najczęściej podnoszonym argumentem przeciwników powstania jednego narodowego holdingu są ewentualne zwolnienia i zamykanie zakładów. Konsolidacja i skupienie krajowych zasobów w obszarze potencjału obronnego w jednym podmiocie wywołuje, co zrozumiałe, wiele obaw i niepokojów. Szczególnie w kwestiach socjalnych. Jednakże hasła straszące, że po włączeniu Wojskowych Przedsiębiorstw Remontowo– Produkcyjnych do Bumaru nastąpią od razu zwolnienia lub, że majątek tych firm zostanie sprzedany, trącą pewną dawką populizmu.  Nie wydaje się, aby Bumar, po przejęciu np. WZM SA z Siemianowic Śląskich, pozbył się dochodowej i nowoczesnej firmy mającej zamówienia co najmniej do 2013 roku i która otworzyła niedawno nowoczesną linię produkcyjną. Podobna sytuacja jest z pozostałymi zakładami, które oprócz bieżących remontów, opracowały także wiele ciekawych rozwiązań technologicznych. Jednakże mimo tego nie posiadają potencjału, aby rozwinąć je na skalę produkcyjną i skutecznie promować na rynkach zagranicznych. Szansą dla nich na dalszy rozwój może być zintegrowanie działań marketingowo- handlowych i rozwojowych w ramach jednego narodowego holdingu obronnego. Dzięki obecności w jednym dużym holdingu obronnym potencjał intelektualny, jaki posiadają te zakłady, może być wykorzystany dużo efektywniej i na większą skalę. Obawy związków zawodowych, że po włączeniu ich dobrze prosperujących zakładów do przyszłego Polskiego Holdingu Obronnego, nastąpią w nich zwolnienia lub, że zostaną sprzedane, są nieuzasadnione,  o ile zakłady te są rzeczywiście w dobrej kondycji finansowej oraz mają potencjał rozwojowy. Żaden logicznie myślący właściciel nie powinien pozbywać się aktywów, które wzmacniają jego potencjał produkcyjny i handlowy oraz zwiększają jego zyski.

Co po roku 2012?

Przyszły rok zapewne przyniesienie podsumowanie dotychczasowych działań restrukturyzacyjno – konsolidacyjnych w polskim przemyśle obronnym. Powinien również dostarczyć kompleksowej wizji dalszego rozwoju i docelowej struktury polskiej zbrojeniówki tak, aby była ona wstanie zapewnić dostawy nowoczesnego sprzętu dla Wojska Polskiego spełniającego jego oczekiwania i skutecznie działać na światowym rynku uzbrojenia z korzyścią dla budżetu i finansów państwa polskiego.

Przeciwnicy konsolidacji polskiego przemysłu w jednym holdingu, proponują stworzenie dwóch grup kapitałowych (holdingów) w polskiej zbrojeniówce, na wzór tych funkcjonujących w innych krajach.

Jest to z pewnością ciekawa koncepcja, jednakże, czy aby na pewno realna w polskich warunkach? Trudno jest zrozumieć celowość tworzenia kolejnego polskiego podmiotu obronnego i wzmacniania wzajemnej polsko – polskiej konkurencji na rynku zbrojeniowym w sytuacji, gdy od sierpnia tego roku, po wejściu w życie unijnej dyrektywy nr 81, polskie firmy zbrojeniowe muszą stawić czoła twardej konkurencji na otwartym rynku europejskim. Po wejściu w życie wspomnianej dyrektywy, rządy krajów członkowskich każde zamówienie na sprzęt wojskowy muszą ogłaszać na forum całej Unii i na równych zasadach traktować przedsiębiorstwa z innych krajów Unii.

Polska nie jest Izraelem, czy Stanami Zjednoczonymi mającymi potężny i zaawansowany przemysł obronny dodatkowo dotowany i wspierany przez własne rządy, aby mogła pozwolić sobie na dzielenie własnego potencjału przemysłowego na kilka, siłą rzeczy konkurujących ze sobą, podmiotów.  Mało realne wydaje się jednoczesne wspieranie przez instytucje rządowe w takim samym stopniu dwóch polskich firm produkujących na potrzeby wojska zbliżony do siebie asortyment.

Docelowym kierunkiem dalszej konsolidacji narodowego potencjału obronnego powinno być skupienie całego potencjału technologicznego, jaki znajduje się w polskich firmach branży obronnej będących pod kontrolą państwa, w jednym narodowym holdingu tak, aby powstały w ten sposób Polski Holding Obronny mógł mieć w swojej ofercie oraz posiadać zdolności produkcyjne pełnej gamy wyrobów dla wojska i służb mundurowych państwa. Argument, że MON zostanie wtedy postawiony pod ścianą przez np.: Bumar, który  jako monopolista będzie mógł windować ceny, stracił rację bytu w sytuacji wejścia w życie unijnej dyrektywy nr 81. Od sierpnia tego roku polskie Siły Zbrojne mogą swobodnie korzystać z ofert wszystkich unijnych dostawców uzbrojenia, a unijna dyrektywa wręcz nakazuje MON-owi ogłaszać przetargi na zasadzie wolnej konkurencji na całym rynku unijnym. Wynika to z tego, że głównym celem przyjętej unijnej dyrektywy jest właśnie poprawa konkurencyjności, spadku cen oraz zwiększenia jakości towarów i usług, dostarczanych europejskim siłom zbrojnym. Tak więc żaden polski narodowy holding obronny nie będzie mógł windować cen i proponować nienowoczesnych wyrobów nie spełniających oczekiwań wojska, gdyż będzie czuł konkurencję ze strony dużych koncernów zachodnioeuropejskich.

W tym kontekście nie ma sensu dublować potencjału np. w zakresie nowoczesnej elektroniki i systemów łączności dla wojska, w dwóch odrębnych firmach, mających tego samego właściciela w postaci Skarbu Państwa i tworzenia wewnętrznej konkurencji, skoro można połączyć ich potencjał technologiczno-intelektualny i na zasadzie synergii stworzyć jeszcze lepsze rozwiązania często dużo mniejszym kosztem.

Konkluzja

Choćbyśmy zaklinali rzeczywistość, czasy potęgi polskiego przemysłu zbrojeniowego z okresu Układu Warszawskiego, kiedy głównym klientem polskich zakładów było półmilionowe, ludowe wojsko polskie (wobec 100 tys. obecnego Wojska Polskiego) minęły bezpowrotnie. Dla polskiego przemysłu obronnego, funkcjonującego w strukturach Unii Europejskiej i NATO, jedyną szansą na rozwój jest nawiązanie współpracy z partnerami zagranicznymi i bliska kooperacja przy nowych projektach z dużymi koncernami światowymi. Jednakże, aby była to rzeczywiście współpraca na partnerskich i równoprawnych zasadach, konieczne jest stworzenie po stronie polskiej dużego, silnego i przede wszystkim jednolitego podmiotu mogącego być realnym partnerem dla dużych koncernów światowych. W przeciwnym przypadku rozdrobnione, małe i średnie (w porównaniu z firmami zagranicznymi) polskie przedsiębiorstwa obronne staną się, (o ile nie zostaną faktycznie przejęte przez zagranicznych właścicieli, tak jak to miało miejsce w przypadku zakładów lotniczych w Mielcu i Świdniku), jedynie poddostawcami koncernów zagranicznych. Stracą przy tym realny wpływ na kształtowanie własnej polityki handlowej, co w sytuacji, kiedy przedsiębiorstwa branży zbrojeniowej w gospodarce narodowej zwykle inicjują rozwój nowych technologii oraz stanowią narzędzie w realizacji interesów gospodarczych i politycznych państwa, nie jest korzystne dla polskiej racji stanu.